Pamiętnik nastolatki - gimnazjum (odcinek 1)
Drogi pamiętniku. Wybacz, że dawno nie pisałam - były wakacje i nie miałam zbyt wiele czasu. Ulubione zajęcia: basen, konie... chłopaki - wiadomo. W tej dziedzinie akurat nic się nie wydarzyło - trudno. Mam tylko nadzieję, że następne wakacje pod tym względem będą lepsze. Było super, jak zawsze, jednak - za krótko.
Przyjechaliśmy, jak zwykle na ostatni dzwonek, bo dopiero wczoraj o północy... Sama myśl o tym, że muszę wstać z samego rana i maszerować do szkoły, wywoływała we mnie dreszcze. Ale cóż, polazłam tam. Ceremonia, paplanina naszego Dyrka i nowy plan lekcji oczywiście. Ale to nie wszystko. Pierwszy raz po wakacjach widziałam dzisiaj moje kumpele, czyli Julkę... No dobra, mam tylko jedna koleżankę, ale to nie znaczy, że nie jestem lubiana! Każdy mnie lubi - jestem tego pewna. Bez względu na to, co mówi moja siostra. Ha! Tak w ogóle, to mam jeszcze kolegów: Maxa i Berga, który tłumacząc na polski, właściwie nazywa się Góra - trochę dziwnie, ale nie szkodzi. Po ceremonii, na której nasz ukochany dyrektor Szałas - taką ma ksywkę - wygłosił przemówienie, pomaszerowaliśmy do klasy, gdzie przywitał nas nowy wychowawca. Od razu mieliśmy na niego przezwisko - hehe - Knypek, bo taki był niski. Przedstawił nam się kulturalnie (Stanisław Dyndalski) i dał nam plan na nowy, ciężki rok. To już 7 klasa... Boże, aż strach pomyśleć. W końcu mogliśmy iść do domu. Poszłam więc do sklepu kupić sobie ogromną torbę cukierków, ponieważ na myśl, że nie mogę już się wylegiwać na plaży i że nadal jestem samotna, zrobiło mi się żal... Nagle... łup! Patrzę w górę, a tam - mój ideał! Wysoki brunet ze ślicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Sorki - to wszystko, co od niego usłyszałam.
I już go nie było. Boże, serce waliło mi jak oszalałe, ale pozbierałam cukierki i pomaszerowałam do domu. Do mieszkania, które leży w centrum Berlina, wróciłam około 11-ej. Przy wejściu powitała mnie moja suczka Lassie, bo już był najwyższy czas, by wyjść z nią na poranny spacer, a że tacie się nie chciało, więc psina czekała na mnie. Natomiast, jak już wyparowałam z nią z domu, to nie było mnie bite dwie godziny, co moich rodziców w ogóle nie dziwiło, bo to było normalne, że ich najstarsza, 14-letnia córka, lata z psem do oporu po mieście. Wchodząc z Lassie do bardzo dużego parku, położonego niedaleko domu, przypomniał się nasz piękny las i pastwiska oraz nasza działka, którą mamy w Polsce i na której stoi nasz niewykończony jeszcze, olbrzymi dom, i staw, i moje ukochane koniki, które dzisiaj przeżywają pierwszy dzień beze mnie. Zaczęłam tęsknić, ale szybko uświadomiłam sobie, że wakacje już się skończyły, a ja wróciłam do pracy (bo szkoła, to praca). Po tym spacerze byłam tak wykończona, jak po jeździe na mojej klaczy Niki (to jeden z moich koników, klacz haflingerska).
Po pysznym obiedzie zaczęłam ćwiczyć na pianinie i na flecie, bo to są moje dwa główne instrumenty, na których gram w szkole. Boże, jak bardzo mi palce zdrętwiały, normalnie szok. A na flet oddech powrócił dopiero po pół godzinie. W dużym skrócie mówiąc, zafundowałam sobie porządną rozgrzewkę przed rokiem szkolnym. Bo odnośnie muzyki, zapowiadał się on dosyć ciężko.
Spakowałam się też do szkoły. Boże, co za człowiek wymyślił zaraz na drugi dzień takie nienormalne lekcje? Geografia, chemia, historia, matematyka, wf... Nie lubię tych przedmiotów, szczególnie ścisłych nie trawię! Ale jakoś damy radę - na pewno Max albo Julka wymyślą coś, aby lekcje były fajniejsze.
Wieczorem tata jeszcze przed wyjściem zabrał Lassie na dwór. Tata pracuje w operze, jest śpiewakiem i śpiewa solo w teatrze. A mama? Mama też, ale odkąd się urodziłam - nie pracuje. To znaczy pracuje, ale nie w zawodzie. Jest przedstawicielką jakiejś małej, polskiej cukierni, znajdującej się koło mojej szkoły - nawet nie wiem, co ona tam robi. W trakcie spaceru taty z Lassie, zdążyłam się umyć. Położyłam się około 22-ej, ponieważ leciała jeszcze moja ulubiona komedia romantyczna. Jestem fanatykiem, jeśli chodzi o tego typu filmy - hmm. Kobieta, po prostu. No, może jeszcze nie, ale prawie. W końcu byłam tak zmęczona, że zasnęłam, marząc o moich konikach. A Lassie - jak zwykle - w moich nogach albo koło mnie - to już niemal rytuał. Wtedy się zorientowałam, że muszę ją wykąpać - chyba już wiadomo, dlaczego...





























