Pamiętnik nastolatki - gimnazjum (odcinek 7)
Od razu rano, punktualnie, zamiast siedzieć z Michałem, pobiegłam do pomieszczenia, gdzie mieliśmy nasze szafki, w których trzymaliśmy rzeczy. Z racji tego, że też posiadam taką szafkę, miałam pretekst, żeby tam iść. Wiem o tym, że Max zawsze o tej porze wyjmuje tam swoje książki i pakuje się na lekcje. I tak właśnie było. Zastałam go, stojącego przy swojej szafce, gotowego do szykowania się. Przywitałam się i chciałam zacząć od razu z grubej rury, o co mi chodzi. Wtedy, nagle wparowała Julka i wszystko mi popsuła, twierdząc, że... spotkała Michała i on o mnie pyta. O Kurczę, ja zupełnie o tym zapomniałam. Nie powiedziałam mu, że idę rozmawiać z Maxem.
I tak było za późno, bo już zadzwonił dzwonek, więc w końcowym efekcie ani z Michałem, ani z Maxem nie rozmawiałam. Na lekcjach postanowiłam pisać z Maxem tajne wiadomości na karteczkach, co bardzo dobrze się udało. Nauczyciele nic nie zauważali, a powoli dowiedziałam się - można powiedzieć - wszystkiego. Po prostu Maxowi, Bergowi chodziło o to, że ich zaniedbuję, że z nimi nie rozmawiam, itp. A wcześniej tak nie było i oczywiście za wszystko obwiniali Michała. Kurczę, faktycznie już dawno nie miałam dla nich czasu. Lekcja muzyki minęła jak z płatka - jak dobrze, że z tatą ćwiczyłam te utwory, nie było żadnych problemów z dynamiką, ani nic. I nie myliłam się. Max też musiał ćwiczyć, bo nas pochwalił dyrygent i nie poprawiał. Za wiele tylko jeszcze dopowiadał.
W sumie, najlepiej było po szkole. Postanowiłam, że umówię wszystkich - mnie, Michała, Berga i Julkę, na wspólny wypad na miasto. Z tego wyszło tyle, że w piątek idziemy. Na lekcji fletu dostałam duet z Maxem, jako że mamy tę samą panią, która nas uczy. Jeszcze więcej okazji, aby z nim spędzać czas. Super - pomyślałam. Próby takie nasze ustaliliśmy 4 razy w tygodniu po szkole. Niestety, jak powiedziałam o tym Michałowi, od razu było coś nie tak. Stwierdził, że wtedy, to już w ogóle nie będziemy się widzieć. Co za nienormalny człowiek - pomyślałam. Nie dość, że spędzam z nim cały czas w szkole na wszystkich przerwach, to jeszcze to? Ja jestem niestety uparta w niektórych rzeczach, dlatego też się trochę z Michałem pożarłam. Przeżyję jakoś...
Po powrocie do domu od razu zabrałam psa na spacer, nic mamie nie mówiąc. Tylko tyle - że wychodzę. Od razu się zorientowała, co jest grane. Tylko nie do końca trafiła w sedno, dlaczego. Myślała, że w szkole mam kłopoty. W sumie, w szkole, to tylko matematyka mi przeszkadzała. Z niej mogę mieć kłopoty, bo kompletnie nic nie rozumiem. Ale jakoś myślę, że uda się z tego wybrnąć.
Z psem dzisiaj wybrałam się na bardzo długi spacer. Zaczęłam rozmyślać, czy kolegowanie się na tyle z Michałem, to miało sens? Tym bardziej, że opcja spędzania czasu z Maxem spadła mi jak z nieba. Ostatnio nawet po naszej rozmowie karteczkowej siedzimy na wszystkich lekcjach razem, tak jest łatwiej. Nadal nie mogę zrozumieć, co to jest miłość? Takiego prawdziwego pocałunku jeszcze nie przeżyłam, pomimo że często na przerwach gramy w butelkę. Michał mnie niby wszędzie za rączkę prowadza. Ale jak dla mnie, to koleżeństwo. Nie powiem, bo pochlebia mi to, jak wszyscy w klasie mnie traktują inaczej, bo mam chłopaka. Ale po dzisiejszej kłótni nic mnie nie ruszyło, tylko jestem zła na niego o to, że nie ma do mnie zaufania, tym bardziej, że nie wiem, o co mu chodzi z jakąś zdradą. Wiem, co to jest zdrada, ale niby jak ja miałabym to zrobić??? I z kim??? Z Maxem? Taaaaa, jasne...
Tata wieczorem oznajmił mi, że leci moja ulubiona sztuka, "Carpella donna", i załatwił mi na nią bilety. Widziałam ją tysiąc razy, ale nadal ją uwielbiam. Jutro idę z nim do teatru i zobaczę się z jego i mamy znajomymi. I przy okazji zasmakuję trochę tego teatralnego życia.
Po odrobieniu lekcji położyłam się dzisiaj o 23-ej. Kurczę, jak późno.





























