Pamiętnik nastolatki - gimnazjum (odcinek 6)
Godzina 9 rano - pobudka!!! Słyszałam tatę już - jak dla mnie - z samego rana. Nawet Lassie dzisiaj dłużej w moich nogach pospała. Wywlekłam się z tego łóżka na komando, ponieważ tata zarządził jeszcze poranne muzykowanie. Czyli - ćwiczenie na instrumentach przed wycieczką po śniadaniu, które jak zwykle przebiło wszystko, tym bardziej, że ja uwielbiam jeść. Odchudzam się, co prawda, ale jedzenie gdzieś tam zawsze wygra. Kanapki z mozzarellą, pomidorem i sałatka z gyrosa, jaką mama robi... pycha!
Ze mną dzisiaj ćwiczył tata. Matko! Jako śpiewak operowy jest bardzo energiczny. Przy każdym takcie jego ciało wirowało, tak czuje muzykę. A rękami macha tak, jakby sam dyrygował całą orkiestrą. Ale tłumaczyć też potrafi. W sumie takie ważne rzeczy, co do muzyki, to wiem od niego. Dał mi wycisk naprawdę, godzina ćwiczenia i powtarzania z nim nieźle męczy. Na pianinie było to samo, siedział przy mnie i patrzył mi na ręce. Czasami mam tego dość i się buntuję, ale wiem, że chce dobrze. Każdy takt moich utworów jest tak analizowany, jakby był księgą tak ważną, że nie wiem co. Ale ja też tak czuję. Lubię grać, choć marzę o tym, aby pojechać na zawody w skokach przez przeszkody na Nicki. W sumie, nie rozumiem, dlaczego ona i Kluska z nami tutaj nie mieszkają. Rodzice twierdzą, że za drogo by to wyszło, gdyby tu miały mieszkać. Tylko w sumie nigdy się nie dowiadywaliśmy, jak by to było. Teraz to już i tak pozamiatane, bo Nicki jest źrebna i Kluska też. W Polsce opiekuje się nimi nasz sąsiad pan Karol. Nie mogę się już doczekać, kiedy będą malutkie źrebaki.
Nie wiem dlaczego, ale tęsknię za naszym "dużym domem", który się buduje. Nie ma tam w sumie jeszcze nic, ale i tak czuję, że tam kiedyś będzie moje miejsce. I mojej stadniny. Jak ona będzie wyglądać... już nawet rozrysowałam na doklejonych kartkach. To jest mój taki tajny projekt. A kim zostanę w przyszłości, jeszcze nie wiem, może jakimś światowej sławy muzykiem???
Po muzykowaniu, przed Aquaparkiem, wyszłam jeszcze z psem. Bo plan był taki, że najpierw do Aquaparku, potem do parku po obiedzie z psem. A w tym czasie się reszta wyszykowała. U nas główny problem z szykowaniem ma moja mama. Zawsze wychodzi ostatnia, ale w sumie się nie dziwię, bo wszystkich nas ubiera, pakuje, ogarnia dopiero siebie. Ciekawe, jaką ja będę mamą? Lassie przez ten czas została w domku u mnie w pokoju i odpoczywała.
Do Aquaparku jechaliśmy autkiem. Mamy takiego busa rodzinnego, dużego Volkswagena Caravelle. Dzięki temu mamy dużo miejsca. Po około 20 minutach dotarliśmy na miejsce. Tata z Bartkiem do jednej przebieralni, a ja, Alicja i mama - do drugiej. Alicja oczywiście miała na początku tysiące problemów, żeby wyjść w ogóle z domu, ale w końcu dała radę i pluskaliśmy się wszyscy w basenie. Najlepsze były zjeżdżalnie. Ja się wyszalałam jak nie wiem. Pełne dwie godziny wodnego szaleństwa z rodzinką dało mi radę, byłam taka głodna, że po prostu zjadłabym wszystko - dosłownie. Dobrze, że już w domu na obiad nie trzeba było długo czekać. Pyszną lazanię mama zrobiła już rano, trzeba było tylko odgrzać. Hihi, potem tata zarządził godzinkę odpoczynku po obiedzie. Ja w tym czasie zasiadłam do pamiętnika, który piszę.
Lubię ten zeszyt. Jest oczywiście ściśle tajny. Ale kiedy go zapisuję, jestem dumna z tego, co tam piszę. Cały jest obklejony obrazkami o koniach. I zdjęciami domu i moich koników, które w Polsce na mnie czekają, aż ja przyjadę. Kurczę, fajnie by było, gdybyśmy mieszkali już tam w naszym domku... I nagle weszła mama z powiedzeniem - idziemy do parku.
Park był jakieś pół godziny autem na obrzeżach Berlina. Jest to specyficzne miejsce - bo jest ogromne. I mieszkają tam dziki, sarny w swoich zagrodach, które też są ogromne. Lassie miała pełne pole do popisu. Wzięłam jej ulubione zabawki i piłkę. Za nią, to tak szalała, że hej. Miło się na nią patrzyło, zupełnie tak, jak przyjeżdżała do nas do domu w Polsce. Las był podobny, ale nie miał takiego zapachu, jak u nas. No i nie było koni, a to był - jeśli o mnie chodzi - główny problem. Mimo wszystko, podobało mi się. Celowo nie wzięłam telefonu, żeby się zrelaksować. Ciągłe pisanie z Michałem i Julką mnie już też trochę wykańczało. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w sumie Max się do mnie nie odzywa po szkole i na lekcjach w sumie też był bierny, taki inny wobec mnie. Muszę ten problem rozwiązać i to zaraz w poniedziałek go złapię. Akurat na pierwszej lekcji mamy muzykę, gdzie koncertujemy całą klasą. Max, chcąc nie chcąc, będzie siedział ze mną, bo też gra na flecie. Jeszcze dzisiaj wieczorem zrobię rozeznanie i napiszę do Berga.
W Parku byliśmy jakieś 3 godziny. Wieczorem moi rodzice mieli gości, a ja bardzo wcześnie położyłam się spać.





























