Pamiętnik nastolatki - gimnazjum (odcinek 2)
Budzik zadzwonił dzisiaj o 5:40. Specjalnie go tak nastawiłam, bo chciałam się ładnie ubrać na wypadek, gdybym zobaczyła ponownie tego bruneta, a zanim ja się wygramolę, to wiecie... Nie wyglądał na wiele starszego ode mnie, więc po cichu liczyłam na to, że chodzi do naszej szkoły. A po gitarze, którą wczoraj taszczył na plecach, wywnioskowałam, że musi być z niego romantyk...
W szkole wypatrywałam go na wszystkich korytarzach. Nawet pytałam Julkę, czy może go widziała. Stwierdziła, że do naszej szkoły chyba nie chodzi, bo nikogo takiego sobie nie przypomina. Z ciekawością w głosie dopytywała o szczegóły, ale ja jej nie chciałam za dużo zdradzać. Kiedy zadzwonił dzwonek na ostatnią dziś lekcję, straciłam nadzieję. No, dzisiaj już go na pewno nie znajdę.
Po szkole zrezygnowana polazłam do domu. Boże! Jeszcze nigdy tak fatalnie się nie czułam. I jeszcze te pytania: co się ze mną dzieje? Po obiedzie poszłam z Lassie, siostrą i młodszym bratem do parku, pograć w piłkę. Ale sama nie grałam - no, chyba by mnie pokręciło, jakbym zaczęła. Siedziałam tylko na ławce i udawałam, że im kibicuję. A tak naprawdę, próbowałam sobie wytłumaczyć, co się ze mną dzieje i dlaczego wciąż o nim myślę. Ale nic z tego - głowa pusta, jak to mówią. Nagle podbiegła do mnie moja sis. Zapytała, dlaczego mam tak skwaszoną minę i co ze mną.
- Dlaczego nie grasz z nami? - Gderała? A ja na to:
- Bo mi się nie chce.
- Jak to ci się nie chce? Przecież sama nalegałaś, a teraz, co? Chodź i nie marudź - zaczęła targać mnie za włosy i kurtkę, a ja, broniąc się, nagle wykrzyczałam:
- No dobra, opowiem ci, co mi jest, ale pod jednym warunkiem; że nikomu nie wygadasz!
Ona na to, że ok., słowo harcerza, a ja zaczęłam się produkować. Opowiedziałam jej całą historię, a ona potrząsnęła tylko głową i powiedziała, że jeśli mi naprawdę na nim zależy, to nie mogę się poddawać, a wtedy na pewno go zobaczę. To było dość dziwne, bo spodziewałam się krytyki z jej strony, bo normalnie, to tylko to się od niej słyszało, ale... chyba była już zrezygnowana moją głupotą i dała sobie tak po prostu spokój. Za to po powrocie do domu dała mi w kość - cała kamienica wiedziała, że ja się niby bujam w jakimś kolesiu. Chociaż nie za bardzo wiem, co to znaczy, ale... bosko!
Przy lekcjach zero skupienia - jak nigdy. Pierwszy raz w swojej karierze będę musiała wszyściuteńkie lekcje spisać. A ćwiczenie, no ćwiczenie moje na instrumentach - ujdzie w tłumie. Pograłam na każdym po godzinie i już o 20-ej położyłam się spać. Z moją Lassie, rzecz jasna. Ale jeszcze przed tym ją wykąpałam.





























