miasto gmina działoszyngmina kiełczygłówgmina nowa brzeźnicagmina miasto pajęcznogmina rząśniagmina siemkowicegmina strzelce wielkiegmina sulmierzyce

Pamiętnik nastolatki - gimnazjum (odcinek 3)

pamiętnik nastolatki

Boże, jaka beznadzieja! Dopada mnie jesienna depresja. Tak sądzę, bo nie wiem tego na pewno. Moja mama na przykład twierdzi, że dzieci ta choroba nie dotyczy. Mam to sobie wybić z głowy, że gdzieś nie pójdę lub spanikuję z jakiegoś powodu. No tak, tylko, że ja miałam już właśnie ochotę nie iść do szkoły. Ale dobra - na ostatni praktycznie dzwonek, jak to mówią, wygramoliłam się z tego łóżka i pojechałam rowerkiem do szkoły...

Dokładnie za dwie ósma wparowałam razem z Knypkiem do klasy. - Na ostatni dzwonek panienka przychodzi? Ładnie to tak? - Kpił w najlepsze. Uśmiechnęłam się tylko i usiadłam w ławce. W połowie lekcji dostałam od Maksa tajną wiadomość, że na długiej przerwie zobaczyć się ze mną chce ktoś, kto nie chce się na razie ujawnić. W odpowiedzi dostał karteczkę z informacją, iż będę czekać na stołówce. Do tego czasu, jak Boga kocham, próbowałam z niego cokolwiek wycisnąć, o co w ogóle kaman. Ale Maks, jak to Maks - nic nie powie i koniec. Wymyśliłyśmy więc z Julką spisek. Wkręciłyśmy go, że na następnej przerwie, po muzyce z dyrkiem, ma zamiast mnie spotkać się z tym tajemniczym nieznajomym, a my wtedy podpatrzymy, kto to jest. Maks nie dał się nabrać - początkowo nie chciał się zgodzić, tłumacząc, że to ma być dla mnie niespodzianka. Ale moja kochana minka zwyciężyła. Maksik na jej widok mięknie i jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Boże, jaką kobietki mają moc! Jak potrafią działać na facetów!

I tak, mamrząc coś pod nosem, poszedł na to spotkanie. Ja z Julką wróciłam. Z obiadem w łapkach, zajęłyśmy miejsce na samym końcu stołówki, w naszym tajnym zakamarku, za kolumną, gdzie mało kto widział, kto tam siedzi. Zamiast jeść, ciągle patrzyłam na Maksa, który, kiedy tylko zauważył mój wzrok na sobie, zaczął strzelać jakieś dziwne miny w moim kierunku. Wkurzyło mnie to do tego stopnia, że miałam prawie ochotę go zabić. Jednak nagle... Wierzyć mi się nie chciało, ale ten sam chłopak, którego parę dni temu spotkałam w sklepie, podszedł do Maksa z kwiatami. Boże! One były dla mnie, nie do wiary! A ja siedzę tu jak idiotka i się lampię. Widzę, że Maks tłumaczy mu całą akcję i nagle wskazuje na nasz stolik.

Julka już dawno zdębiała, a ja? Cóż ja - schowałam się za jej plecami w nadziei, że mnie nie zauważy. Ale gdzież tam - podszedł do nas razem z Maksem. Ja, czerwona jak burak, wyłoniłam się zza Julki, która jak gdyby nigdy nic zaczęła rozmowę. Ona to ma gadane! Ja nie wiem, jak ona to robi? A ja nic kompletnie, jakby mnie zamurowało. Zakodowałam tylko tyle, że ma na imię Michał.

I nagle, w jednej chwili zrozumiałam te wszystkie rozmowy z Julką, która ciągle mi trąbiła o zakochaniu i chłopakach; wreszcie to do mnie dotarło. Michał był rzeczywiście piękny, po prostu ideał. No i był dla mnie, bo po pięciu minutach rozmowy z Julką, był nią znudzony - wziął mnie za rękę i po prostu stamtąd zabrał. Maks wiedział o co chodzi i powstrzymał Julkę (która już chciała coś powiedzieć), nakrywając jej usta dłonią. A ja z Michałem pomaszerowałam na resztę przerwy, czyli pozostałe 15 minut.

Podczas ostatnich dwóch lekcji myślałam tylko tym, co powiedział mi Michał. Przede wszystkim - chce mnie poznać. Boże, mnie - taką chodzącą brzydulę o imieniu Gosia. Ale zaskoczenie.

W domu tata od razu wszczął inspekcję: - A co to za kwiaty? A od kogo?
- Od adoratora pewnie - wypaliła moja siostra. - Widziałam, jak jej na długiej przerwie przyniósł - dodała.
- Nie od żadnego adoratora, tylko od Michała, który chce mnie poznać - ja na to.
I prysnęłam do swojego pokoju... o pięknych, niebieskich ścianach, pełnego figurek koników.

W trakcie obiadu tata zabronił wspominać komukolwiek, jakobym miała adoratora. Żeby mnie nie drażnić, rzecz jasna. I dobrze, bo już byłam na nich wszystkich tak zła, że nie wiem. Miałam ochotę potrząsnąć kogoś za łeb. Masakra! Ale, ogólnie dzisiaj wszystko szło mi lepiej - takiego spida miałam, że hej! I byłam jakaś taka rozpromieniona - jak zauważyła mama. Rodzice nawet zastanawiali się, co mi się stało, chociaż pewnie podejrzewali, że to przez Michała. Wieczorem długo zastanawiałam się, co na siebie włożyć. W końcu zasnęłam - dopiero o 22-ej. Boże, jak późno!