Parkingowe święte krowy
W naszym cudownym miasteczku chyba nikt nie umie zaparkować samochodu. Od 5 lat jestem mieszkańcem centrum Pajęczna. Toczę sobie spokojny żywot młodego człowieka na osiedlu w okolicach 2 supermarketów (Polo i Intermarche) i mam wątpliwą przyjemność codziennie oglądać, jak można "cudownie" zaparkować samochód... Zajęcie 2 miejsc parkingowych przez jedno auto, to standard, zaparkowanie w miejscu nie wyznaczonym jako parking - luzik, zablokowanie innego auta - normalka, parkowanie prawie w samym wejściu do sklepu - codzienność, koperta czy miejsce dla niepełnosprawnych - owszem... ale chyba umysłowo.
Mowa tu o klientach sklepów, którzy robią sobie dzikie miasteczko pomiędzy osiedlowymi blokami. Nie wiem, może ci ludzie nie wiedzą, że w tych blokach naokoło ktoś mieszka i wyjazd własnym autem z takiego parkingu jest praktycznie niemożliwy. Sam co prawda jeszcze nie jestem kierowcą, lecz miałem już wątpliwą przyjemność być świadkiem sytuacji, kiedy ktoś zablokował samochód moich gości.
Raz, jeden pan czekający za kółkiem na kogoś, kto poszedł do sklepu, nawet się nie ruszył, gdy widział jak wsiadamy do auta i chcemy odjechać. Trzeba było podejść i poprosić jaśnie szanownego jegomościa, aby łaskawie odpalił auto. Rozumiem, nie każdy ma na tyle sprawny wzrok, aby dostrzec z odległości metra, że ktoś chce wyjechać.
Innym razem, za samochodem mojej dziewczyny ustawił się kierowca pick-up'a. Nie miałbym nic przeciwko takiemu parkowaniu na "dupie", gdyby nie to, że obok były wolne 3 miejsca. Na moje szczęście, obok owego pick-up'a świeżym powietrzem delektował się kierowca. Zapewne oczekiwał na kogoś robiącego zakupy. Zapytałem pana, czy mógłby się przesunąć tym dość pokaźnym Mitsubishi i zaparkować obok oraz nie zastawiać innych? W odpowiedzi usłyszłem, że jaki ze mnie kierowca, jak nie potrafię wyjechać? Przecież specjalnie ustawił samochód krzywo i zostawił trochę miejsca na wyjazd. No, mój Boże, cóż za łaskawca. Do tego dnia żyłem w przekonaniu, że kierowca powinien też umieć zaparkować.
Dobra, samochody mieszkańców, to pikuś, w sumie zawsze można stać i trąbić, aż jakaś "święta krowa" przyjdzie i łaskawie odblokuje wyjazd, albo poczuć się jak kierowca terenówki i wykręcać po trawie. Jednak, co się stanie, gdy na osiedle będzie musiała podjechać karetka albo straż, aby uratować komuś życie? Żaden delikwent o tym nie pomyśli, tylko stanie i stoi. O policji nie wspominam, bo to, co ostatnio zobaczyłem, przekonało mnie do tego, aby dać upust swojej złości tym tekstem. Widok radiowozu, zaparkowanego na 2 miejscach!!! Jezu... wielokrotnie myślałem żeby zadzwonić po policję, aby ktoś nauczył "bydło" parkowania, ale wtedy przekonałem się, że jednak nie ma sensu tego czynić, gdyż oni sami nie potrafią zaparkować. To jest jakaś patologia społeczna!!! Mam zamiar ją zwalczyć, gdyż chcę czuć się bezpiecznie i nie martwić się o to, czy w razie potrzeby do mojej babci będzie mogła dojechać R-ka.
Studia, które kończę, nauczyły mnie tego, że warto czasem samemu zabrać się za pewne sprawy. Dlatego piszę ten tekst z wiarą, że może ktoś po jego przeczytaniu zmieni swoje "dzikie" nawyki. Nie zamierzam jako ostatni sprawiedliwy nieść kaganka oświaty w tę dzicz, lecz najzwyczajniej w świecie mam dość biegania po 100 metrów do samochodu rodziców po bagaże, nie jestem jakimś mitologicznym herosem, aby codziennie błąkać się w labiryncie aut.
Z postępem urbanizacji nie wygram i nie zmniejszę ilości aut w okolicy, ale mam zamiar nauczyć ludzi, jak parkować, zanim naprawdę stanie się jakaś tragedia.
Poza tą dość katastroficzną wizją, jaką roztoczyłem powyżej, jest jeszcze jeden mankament braku podstawowej umiejętności parkowania. Chodzi o to, że samochody na blaszkach EPJ nie błyszczą jedynie na własnym podwórku, lecz w całej Polsce. Nie tak dawno, odwiedzając znajomych w Łodzi, stałem sobie na balkonie i paląc papierosa, z ciekawości chciałem spojrzeć, jak wygląda sprawa parkowania w innym mieście. Na parkingu przed SPHINXEM na Piotrkowskiej stał jeden samochód na 2 miejscach parkingowych (zaparkować prosto chyba nie jest jednak takie łatwe jakby się mogło wydawać), ale myślę sobie, jedna święta krowa zawsze się gdzieś znajdzie. Spoglądam na rejestrację, a tam EPJ - no i załamka. Znajomy powiedział, że to standard (na szczęście nie zwrócił uwagi dokładnie i tylko podzielił się ze mną kilkoma epitetami na temat kierowców z Pabianic, a ja nie miałem zamiaru go wyprowadzać z błędu i tłumaczyć, że mieszkam w mieście z którego pochodzą tacy szoferzy).
Pierwszy raz w życiu było mi wstyd się przyznać do tego, że jestem mieszkańcem Pajęczna. Zróbmy coś z tym, aby nie wstydzić się tego, że mieszkamy w Pajęcznie.
tekst i zdjęcia: jabadaba





























