UFF... nareszcie pierwszy tydzień za sobą. Nawet nieźle było, chociaż jeszcze się nie napracowałam. Na pierwszej lekcji fletu poprzecznego dostałam dwa bardzo ciężkie utwory, które miałam grać na koniec roku w filharmonii, na koncercie, zamykającym rok. Boże, dopiero co przyszłam, a tu już! Z samego rana wzięłam się za ćwiczenie, bo potem wieczorem byłam umówiona z Michałem i Julką do kina na film. Oczywiście nie mogło zabraknąć przy moich nogach psa, który zawsze jak gram, słucha i odpoczywa. W sumie myślę, że w głębi gdzieś tam Lassie rozumie mnie bardziej, niż ktokolwiek inny...