Wielka gratka, wielka wpadka
Lektura programu ”Dni Pajęczna” wróżyła całkiem niezłą zabawę, a to za sprawą polskich gwiazd. Znanych i uznanych. Niestety, jeśli ktoś liczył na zetknięcie z wielką kulturą za sprawą np. krakowskiego aktora, to mocno się pomylił! Bo zgromadzeni mieli zamiast interesującego monodramu, okazję... zetknąć się z wzbudzaniem animozji pomiędzy mieszkańcami Pajęczna, i jednej z sąsiednich miejscowości. Wystąpienie tego typu nie było nikomu potrzebne i nic nie wniosło do życia mieszkańców, wręcz przeciwnie, bo zawsze znajdzie się ktoś na tyle naiwny, że kilka słów prowokacji odczyta jako zachętę do działań na większą skalę – złych i zubażających działań.
I w tym miejscu nasuwa się refleksja dlaczego osoba, która powinna prowincję z jej ograniczeń wyciągać, tak zawiodła? Trudno na to pytanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Faktem natomiast jest, że niestety ciągle jesteśmy łatwowierni. Organizatorzy, absolutnie nie krytykuję ich tutaj, podobnie jak wielu innych, którzy kulturą się interesują, ulegli iluzji reklamy. Popularność potraktowali jako gwarant dobrej, kulturalnej zabawy. Winić za to, znaczyłoby się mądrować, a dlaczego nie wiedzieli, a dlaczego nie przewidzieli. Nie przewidzieli, bo takiego scenariusza nikt by się nie spodziewał. Kraków, teatr, telewizja – świat kultury, a tu małość. I tak prowincja, dostała od „gwiazdy” pstryczka w nos. Przyjemna jednak jest świadomość, że to nie prowincjusze muszą się wstydzić, bo to nie oni źle się zachowali.
Dlatego organizatorom życzymy w przyszłości więcej szczęścia do gwiazd, aktorowi, bo na naukę nigdy nie jest za późno, aby znalazł siłę na odcięcie się od charakteru osoby, którą gra w serialu, a mieszkańcom Pajęczna i okolic, aby nie mieli kompleksów z powodu miejsca zamieszkania, bo lepiej być kulturalnym prowincjuszem niż wielkomiejskim chamem i ignorantem.





























