Boże, jaka beznadzieja! Dopada mnie jesienna depresja. Tak sądzę, bo nie wiem tego na pewno. Moja mama na przykład twierdzi, że dzieci ta choroba nie dotyczy. Mam to sobie wybić z głowy, że gdzieś nie pójdę lub spanikuję z jakiegoś powodu. No tak, tylko, że ja miałam już właśnie ochotę nie iść do szkoły. Ale dobra - na ostatni praktycznie dzwonek, jak to mówią, wygramoliłam się z tego łóżka i pojechałam rowerkiem do szkoły...
Budzik zadzwonił dzisiaj o 5:40. Specjalnie go tak nastawiłam, bo chciałam się ładnie ubrać na wypadek, gdybym zobaczyła ponownie tego bruneta, a zanim ja się wygramolę, to wiecie... Nie wyglądał na wiele starszego ode mnie, więc po cichu liczyłam na to, że chodzi do naszej szkoły. A po gitarze, którą wczoraj taszczył na plecach, wywnioskowałam, że musi być z niego romantyk...